wtorek, 08 maja 2012
poniedziałek, 07 maja 2012
Sergiusz spadaj, oto zdobywam Hiszpanię (won z banem)
wolność i anarchia, te słowa krwią socjalistów wypisałem na sztandarze i zdobyłem Madryt umierający republikanie, brocząc po bruku krwią swoich ran, oto Dolores pada na ziemię, i jeszcze pieprzy: no pasaran ogniem, żelazem napis ten ryto, pośród barykad z bruku i serc, tak się rodziła wolność Madrytu, droższa niż życie, trwalsza niż śmierć nic nie zyskacie pośród tabelek, kiedy się naćpał Leon Degrelle, oto nadchodzi Błękitny Legion, oto Guernicę bierze na cel kiedy Ernst Junger na szczycie świata szampana sobie spokojnie pił, kiedy wokoło bomb kanonada, och, biedny Paryż, już nie ma sił my nie kryjemy się więcej w bunkrze, zbrojni w Christianię i pomarańczę, przestań marudzić, DURNA KOBIETO, po to ćpam kurwa i po to tańczę Jestem największą mocą na świecie, bo jestem Niemcem w durnej Bolandzie, bo nienawidzę ja tego kraju, jestem zrodzona w bawarskim landzie Przegrałam obie wojny światowe, więc nienawidzę ojczyzny steków, och, Lusitanię topim, panowie, błąd to ogromny, znany od wieków
niedziela, 22 kwietnia 2012
Teraz dopiero rozumiem
...dlaczego mały Łukasz, kiedy dostał od którejś z nas za bezczelność w pysk, biegał potem po korytarzu, krzycząc z wyraźną dumą "spoliczkowała mnie!". Osobiście, nie przypominam sobie, by jakikolwiek facet (pierwszy akapit był wyrazem myślenia o dzieciach) dostał ode mnie w mordę, jestem wyjątkowo ostrożną osobą, uważam Polskę za kraj wybitnie chamski, uderzyłabym tylko gościa ewidentnie słabszego fizycznie ode mnie, nie ma sensu potem płacić za nowe okulary. Ale to zupełnie nie o to chodzi, drogie panie i szanowne koleżanki, ich boli sarkazm, cynizm i nieczułość, nie dawajcie nigdy w pysk nie z obawy przed tym, że się odwinie, a przed tym, że będzie niezwykle zachwycony. Siedziałam ostatnio z Marianem na kanapie, piliśmy piwo i gadaliśmy o pierdołach, a za ścianą pluskał się Andrea. - Cholera, on leje tę wodę już kwadrans - stwierdziłam jako ta osoba płacąca część rachunków. - To wejdź do niego i mu to powiedz - zaproponował figlarnie Marian. - No chyba kpisz, przecież to da efekt przeciwny do zamierzonego. - Słusznie! Naprawdę powinnaś zostać politykiem, mówię ci. Dobra, to ja tam do niego wejdę. ...Nie minęło kilka minut, a mokry Italiano wyleciał z łazienki, owinięty starannie ręczniczkiem.
sobota, 14 kwietnia 2012
Różnice między chujem a niechujem (wpis optymistyczny)
Chuj: - będzie chciał, byście robili mu dobrze (proszę się nie sugerować tą leksyką, elaborat mój będzie niósł za sobą uniwersalne treści) Niechuj: - nasifa na was opryskliwie, gdy mu podpadniecie Chuj: - będzie miał raczej wyjebane na to, czy wam jest dobrze na świecie czy podle Niechuj: - będzie na was wkurwiony, że go wkurwiacie, ale nic nie mówiąc popaczy, czy aby z wami wszystko gra (zwłaszcza, jeśli ma świadomość tego, że ja na ten przykład miewam problemy psychiczne) Istnieje jeszcze kategoria tzw. mimowolnego chuja, czyli osoby mającej mentalnie 7 latek, podczas gdy licznik dobija do 30 (uśmiech, panie Michale, Małgosiu, pomachaj nam zza kadru, w końcu skończysz już niedługo 15). Istnieje jeszcze inna kategoria, moja specyficzna; ile bym o sobie nie pisała w necie, to stwierdzam z satysfakcją (bo naprawdę się tego nie spodziewałam) - mój pattern jest nienamierzalny, czy tam nienanoszalny. Zabij się młotkiem, a nie trafisz w sedno. Ach.
czwartek, 12 kwietnia 2012
Metodycznie
Skoro widzę to:
Informuję raz jeszcze, że stan Nebraska przywrócił Panią do godności Bażanta. Podpisano, Moltke. Dwa. Zajrzałam na TXT i cóż widzą oczy me niebieskie, nazłaziło się tych małych chujków typu pan max, okej, niech się radują, póki mam bana - ich kariera skończy się za 90 dni, wykończę ich sarkazmem, widziałaś sama, Bażancie z Lichtensteinu, że Szwajcaria potrafi więcej od Ciebie, a Ty potrafisz sporo. Podpisano, starszy brat. Pieczątka - 200 gram lamitrinu, trochę piwa, moje rozsądne AGH i youtubek zespołu The White Stripes.
poniedziałek, 09 kwietnia 2012
I
I co ja mam powiedzieć, gdy nie da się nic powiedzieć nie cierpię białych wierszy z ich przypadkową interpunkcją, połamanych na linijki tam, gdzie przesuwało się rolkę od maszyny, dzielą się na doskonałe i beznadziejne, a ja wiem tyle, że nie mam nic wspólnego z poezją bo u poetów Kutno Rzym i Zakopane i tajemniczy ból egzystencji i wszystkie galerie Europy są w poezji i wszystkie plaże Morza Śródziemnego i gwar lotnisk a tutaj słychać tylko chrapanie rodem z Augustowa a nie z Manhattanu, piesek to kundel z Pułtuska nie rasowy miedziak czy nawet oszukany wodołaz blaszana miska z żarciem papierosy na stole w kuchni ból którego nie wypowiesz, tylko weźmiesz ketonal zapalisz pobluzgasz trochę i przejdziesz nad nim do porządku porannego, good morning Vietnam, stąd jesteśmy i tu umrzemy, po drodze zdołamy nawet wmówić turystom, że to piękne miejsce, warto przyjechać i rozjebać oszczędności całego życia, prawdopodobnie.
***
No tak, i jeszcze spadło mi z 6 na 3, zawsze podejrzewałam, że osobowość jest kwestią umowną. Żeby 3w4, bym się nie czepiała, ale 3w2, no ja pierdolę, Pino, ty weź się może w końcu ogarnij?
E tam, praktycznie nic się nie zgadza, psychologia dla ubogich, jak by powiedział Grześ.
piątek, 06 kwietnia 2012
A otóż właśnie piątek
Mój ulubiony dzień w roku, Gott ist tot, szatan hula po świecie, Fryderyk nareszcie ma rację. Serce chwilowo dało se spokój, chociaż i tak muszę się wybrać na echo serca w arbuzie. Za to tradycyjnie żołądek nasifał na mnie, więc piję sobie miętę i może za godzinę nawet zdołam coś zjeść, poza papierosami, bo to mogę na czczo. Nie licząc faktu, że na chwilę obudziłam się o piątej rano, to wyspałam się całkiem nieźle. Ziew. Na dzisiaj nie planuje się żadnych dowcipnych zachowań wiosną, zresztą, co to za wiosna, deszcz pada. Chociaż piwa to bym się wieczorem napiła, muszę poszukać jakiegoś ateisty. W zasadzie, to czemu babcia mi marudzi o śniadaniu, skoro dzisiaj powinno się pościć? Cóż za brak konsekwencji, hi hi. Jeśli tylko nie padnę przypadkowo na zawał, to jutro rano bierzemy kurs na północ. Nareszcie pójdę na Legię w dobrym towarzystwie (absolutnie żadnych zastrzeżeń nie mam do R., natomiast M. i M. z całą pewnością nie są stworzeni do kibicowania). Ach, ileż my razem zaliczyliśmy pięknych imprez, Pogoń Szczecin na łuku, kiedy lał potworny deszcz, dziesięć tysięcy żabek na Roosevelta (och, wtedy też była Wielka Sobota, pięć lat temu), cholera, z całą pewnością było tego więcej, ale coś mi się pamięć zatarła, może i nic dziwnego. *** Facepalm.
czwartek, 05 kwietnia 2012
Życie jest takie piękne
Wczoraj wieczorem leżałam na kanapie i oglądałam na plazmie mecz Arki Gdynia z Legią, wygraliśmy 2:1, niezły mecz, najbardziej mnie ubawił moment, kiedy jeden żółto - niebieski założył siatkę koledze z drużyny, no chyba, że to tak miało być, ale nie sądzę. Aż tu wtem, o do diabła, co mi się stało z sercem? Litości, ja mam całe życie problemy z oskrzelami, coś nie tak z kręgosłupem, ale poza tym jestem doskonały egzemplarz, nigdy nic w środku mi nie nawalało, a tu proszę, serce. Uczciwie mówiąc, nieco się przestraszyłam, a że w końcu mam podpisaną umowę z NFZ, to wybieram się do internisty, żeby dał skierowanie do kardiologa, bez kitu, wolę się dowiedzieć, o co chodzi, czy powinnam odstawić fajki, czy zacząć coś łykać, czy jak. I ponieważ to nie była arytmia, bo to miewam, tylko jakieś zupełnie nieznane mi zjawisko, to poprosiłam koleżankę, żeby zwróciła uwagę, czy ja nie schodzę całkiem, bo to zawsze nieprzyjemność mieć trupa w salonie. Zastanowiłam się przelotnie, czy w razie czego nie warto zadzwonić na pogotowie, ale nie było potrzeby, przeszło, zostawiając tylko nieprzyjemne uczucie paniki. W tym momencie pojawił się plan, żeby wypić wina, ja tam nie znam się na medycynie w ogóle, ale jest taki pogląd, że ono robi dobrze na serce, więc się poczęstowałam. Okej, wypiłyśmy po dwa kieliszki, ilość śmieszna. A ja to debil, bo zupełnie zapomniałam, czemu unikam wina, po winie mam zawsze doła, nic innego tak na mnie nie działa. I to nie była jakaś tam se melancholia, nie, to był dół jak siemasz wiktor. I tak mnie posądzają w tym mieście o bajroniczny splin, mimo, że na ogół jestem wesołym człowiekiem, no ale wtedy nie byłam. Mam ja sobie pewne pożyczone mieszkanie, do którego przyjeżdżam, kiedy napada mnie faza na izolację. Bardzo przyjemne, jest balkon, no więc siedzę na tym balkonie, jest późny wieczór, palę papierosy i czuję się beznadziejnie, jak już dawno się nie czułam, cholerne wino, nigdy więcej, już prędzej będę pić z Bucem czystą, bo po tym mam tylko kaca. Ach, widzimy się w tym miesiącu, nareszcie, już się stęskniłam za tą degeneratką. Z nikim innym, jak tak się zastanowię, nie rozumiem się tak dobrze, a przecież nie znosiłyśmy się wzajemnie przez pierwsze pół roku znajomości. A potem bum, nastąpiło pewne głupie wydarzenie, przyjaciel wkurwił się na mnie, Buc nagle, spokojnie i stoicko, opierdolił go jak święty Michał diabła, że tamten aż wybiegł z imprezy, żeby się przewietrzyć. Rety, pamiętam, że to było aż wyczuwalne, jak nagle zmienił się klimat. Potem sobie gadałyśmy cały następny dzień, no i ta wzruszająca historia trwa nadal, a leci ósmy rok. Buc jest przemiłym człowiekiem, ale mam wrażenie, że nie całe otoczenie podziela mój pogląd. W ogóle nie zwraca uwagi na to, że prowadzi destrukcyjny tryb życia (podobna jest w tym do mnie, bez wątpienia), pije, pali, pracuje, czasem się pouczy od niechcenia, no i gnębi płeć męską, czyli słabszą. Pomijając fakt, że ja chwilowo nie pracuję, to w sumie ta charakterystyka pasuje również do mnie, tylko że ja mam dużo wolniejsze tempo. Mamy takie motto życiowe - "medytuj i zapierdalaj", przy czym ja raczej to pierwsze, ona bardziej to drugie. Poziom cynizmu obecnie już nam się wyrównał, żadna z nas nie wierzy w szczęście, chyba, że rozumieć przez to hedonizm, to proszę bardzo, świat może być szalenie rozrywkowym miejscem, tyle w nim ciekawostek przyrodniczych. Byle nie zakładać rodziny, nie ugrzęznąć w jednym miejscu, graj piękny cyganie, a reszta niech spłonie. Nie chodzi o to, że nie ma miłości, bo jest, nie wolno tylko zapominać, że ona się skończy i nie robić z tego dramy, życie to książka, kończymy jeden rozdział, zaczynamy drugi, nie ma co wracać do przeszłości. Jest dobrze. TA JEDNA SZTUKA tłum. Stanisław Barańczak
środa, 04 kwietnia 2012
Nazywam się Pino i tak, mam problem z agresją
Szczególnie, jeśli pasożyt, którego powinnam kopnąć w dupę najdalej po pół roku, pisze do mnie w tonie "och, czyniłem ci ogromną łaskę". Ten wpis zapewne wyleci jutro, kiedy ochłonę, ale ponieważ jestem niewierząca w lekarzy od mózgu, to metodą tradycyjną wylewam z siebie żółć na blogasku. Hm, powinnam sobie zanotować dwie rzeczy do nabycia: gorszy charakter (mój jest stanowczo za dobry dla tych wszystkich idiotów, nadal za dobry, to zdumiewające) i mocniejsze nerwy, bo sama doskonale wiem, że powinnam mieć na takie motywy zen wyjebkę, a jakoś nie potrafię. I chyba nawet zrobię o tym notkę, nieprawdaż, lubię mówić o sobie, panie Oskarze, jest to jedyna rzecz, na jakiej trochę się znam, tylko może najpierw jakaś herbatka albo coś. Albo może ukradnę AGH melisę z szafki, bo niestety, ale właśnie zauważyłam, że posiadam cechy autodestrukcyjne. Destrukcyjne posiadać, to doskonale, ale po diabła właściwie niszczę własnego chevroleta, trzeba coś z tym zrobić. Dobra, chwila przerwy. ...Ech, po przerwie ogarnął mnie smutek i lekka zaduma, że prozopagnozja dla uproszczenia zwana dyspersonią naprawdę jest ciężkim kalectwem, a nie tylko tematem do żartów przy herbatce. Przecież to jest prawilne uszkodzenie mózgu, nie wiem, czy wrodzone, przypuszczam, że prędzej nabyte w 1990, kiedy mi zabrakło trzy ćwierci do śmierci. I nie chodzi tu o to, że nie rozpoznaje się ludzi na ulicy, chodzi o to, że nie umie się kompletnie wyczuć intencji drugiej osoby, dlatego wiele osób wspaniałych zostało przeze mnie ciężko skrzywdzonych i dlatego wiele osób chujowych (tak, panie ryceżu na białym hors, to między innymi do ciebie) żarło sobie ze mnie jak z jakiegoś paśnika. Szlag by to trafił, a jakbym miała jeszcze ze trzydzieści gram autoironii na zbyciu, to i śmiech by mnie ogarnął szyderczy nad własną głupotą. Nie można a) się zadawać z nieczułymi chujami spod znaku "och, jestem sympatyczny, miły, dobrze wychowany i zabiorę cię w góry, ku wolności" b) szalenie szybko zrozumieć, cóż to za postać siedzi obok ciebie w aucie, ale starannie ignorować tę wiedzę c) bronić skutecznie i bez wysiłku, to fakt (lata praktyki) własnej autonomii, ze świadomością, że ta pijawka o niczym innym nie marzy, jak o tym, żeby ci tę autonomię rozczaskać ...i nie wyjść z tego wszystkiego choć odrobinę zdenerwowanym. Tak troszeczkę. Well, jak zwykle mam problem z oceną, czy takie treści mianowicie nadają się do publikacji, czy też powinny jednak zostać ocenzurowane. Mam wrażenie, że ten tekst jednak zostanie, co najwyżej usunę później zbędne mięso. Człowiek się uczy na błędach, nieprawdaż, a nie ma większych błędów, niż tego typu związki, w zasadzie powinnam umrzeć z żenady, chwilowo raczej umieram od kaszlu.
http://w479.wrzuta.pl/audio/3VGKGk2kHEC/barbara_rylska_-_badz_zdrow_moj_maly_gigolo
APDEJT. Popaczałam, zachęcił mnie dziś rano Stopczyk. Co widzę, ano to, co zwykle. Plus kilka fajnych rzeczy, od których się robi weselej. Do syfu typu gre czy rb nie zaglądam, bo i po co? Zajrzałam natomiast do pana kanclerza i widzę słodkie życzenia, ja pierdolę, to na tym polega dobre wychowanie? W takim razie wolę być chamem, kochana Małgosiu, bo dla mnie to, co robisz, jest obrzydliwe. Tak, wiem, że adresat ma to w dupie, ale zaiste, wnioski pana yayco na twój temat objawiają się w całej swej błyskotliwości. Mała, załgana, śmierdząca tchórzem hipokrytka. Co to wszędzie szuka sojuszników, bo przecież nie przyjaciół. Oj, oberwiesz ty jeszcze kiedyś, słoneczko, a bądź pewna, że najpierw przeczytam każdy możliwy kodeks i paragraf, żeby znaleźć błyskotliwy i zacny kontratyp.
wtorek, 03 kwietnia 2012
A w Kalabrii, a w Kalabrii, proszę was
Dochodzę do pewnych wniosków i nie mogę się zdecydować, czy one są smutne, czy jednak zabawne. Od lat słyszę, że największy pożytek ze mnie byłby wtedy, gdybym zdecydowała się żyć w samotności i przemawiać do tłumów. Na logikę jest to znakomita charakterystyka przypadku, tyle, że ja do samotności nadaję się słabo i nie wstydzę się do tego przyznać. Pierwsze dwanaście lat życia spędziłam w totalnej społecznej izolacji i to nie było przyjemne, poza tym lubię ludzi i lubię się śmiać. Tym niemniej, pora się pogodzić z życiem, no bo tak: mam zajebistych przyjaciół, osoba w osobę, znaczy, przyciągam właściwe jednostki do wódki i rozmów o życiu. Związki, jako takie, nigdy mnie przesadnie nie interesowały, ale że jestem dosyć cyniczna, to w końcu doszłam do wniosku, że w naszym uroczym społeczeństwie dużo bardziej się opyla faceta mieć niż nie mieć. Oni często mają samochody, pracę, umieją grać w bilard i chodzić po górach, razem łatwiej iść przez życie i takie tam pierdoły. Aha, ma się w oczach rozmaitych osób płci damskiej natychmiast +400 do respektu, OMG ONA UMIAŁA WYRWAĆ FACETA. Kokieteria to dla mnie jest gatunek żaby, ni chuja nie wiem, jak się to robi i po co; oni są po to, żeby ich sobie brać, no bez jaj, jeszcze by mieli protestować? Nigdy się nie maluję, nigdy nikogo nie udaję, jestem zniecierpliwiona i wredna, owszem, słucham, co mają do powiedzenia, ale jest więcej niż pewne, że męska duma najpierw będzie płakać, a potem jej właściciel popełni samobójstwo, zeskakując z ego na swoje IQ. Nie wierzę w feminizm, nie w tym kraju i nie w tej epoce. Feminizm to my mieliśmy, jak nie było Polski, w XIX wieku, wystarczy porównać, co się działo u nas, a co w takiej Francji. Przechodząc do dwudziestki, to Simone de Beauvoir była totalnie zniewolonym podnóżkiem pana Sartre, pierwsza lepsza szlachcianka z polskiego zaścianka, która nigdy nie słyszała słowa "dyskryminacja", jakby popaczała sobie na tę parę, to by najpierw odłożyła widły, a potem zaczęłaby się kulać ze śmiechu, że tak można, bracia szlachta; w tej całej Francji, to bodajże do 1949 roku, potem poprawię, nie kce mi się guglać, kobieta nie mogła otworzyć sobie rachunku bankowego bez zgody męża, albo, hahah, pełnoletniego syna. Ani wyjechać za granicę. Radosne, prawda? Gońmy kraje starej Unii, prawda, bo jesteśmy tacy strasznie zacofani? Ech, kompleksy, kompleksy, jakie to irytujące, że w tej beznadziejnej Bolandzie czeba być PATRIOTĄ I RUSZAJCIE DZIECI MOJE KANAŁAMI NA STARÓWKĘ - albo, przeciwnie, trzeba być małym, zakompleksionym, pryszczatym aktywistą zatrudnionym w KryPolu na śmieciówkę. Jeszcze parę lat i emigruję, bo naprawdę straciłam cierpliwość. Puff.
***
Dobra, wiem, nie dotrze, zdumiewa mnie ta skłonność do zaglądania w miejsca, gdzie cię nie chcą, ale to szczęśliwie nie mój problem, trudno, nie będę karmić trolla; co najwyżej wpadnę kiedyś z rewizytą, ojej, nawet nie masz pojęcia, jakie urocze nicki można spotkać na blogaskach chodzących pod googlem. Paka!
|
Zakładki:
Kolesie
Piosenki
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||