FRUWAJĄCA RYBA NA POWIETRZU
poniedziałek, 23 maja 2011
środa, 18 maja 2011
Biurokracja - Pino Emce 1:0

- "Jeśliś jest zgubionym być, zamiast w miejscu stać i tyć, li Twój zadek obrósł w plusz? Lepiej w światło gardła rusz - to jest gdzie u góry"... Ależ to jest strasznie głupie - skrytykowała. - Nie dość, że pisane rymem częstochowskim, to jeszcze otrzymaliśmy namiary bardziej mgliste, niż wymogi Unii Jewerołpejskiej, dotyczące kakao Puchatek.

(powieść sexualistyczna)

 

Nie powinnam być w żaden sposób zaskoczona. Jeśli jestem, to tylko dlatego, że nienawidzę przegrywać.

Wróciłam. W milczeniu. Otrzymałam sygnał życzliwego zainteresowania, zwerbalizowany w pytaniu "no i jak?". W milczeniu zaprezentowałam papierek.

PODANA GODZINA WYKRACZA POZA CZAS PRACY URZĘDU. ZAPRASZAMY W INNYM TERMINIE.

Tak bezlitośnie tym zdaniem mnie zranił, że nagle serce uwięzło mi w krtani. A ja tylko chciałam, jak taczanka, potoczyć się po stepie!

Pojadę... Pożyję... I wrócę. Nerwica w granicach normy. Cóż złego w tym, że bażant chce dumnym okiem potoczyć po stepie? Stepy są dobre dla bażanta, cholera.

A tu zamiast taczanki tapczan, zamiast stepu stop, zamiast nierządu urzędy! Ten świat mi się zdaje potworny!

czwartek, 12 maja 2011
Nie bardzo lubię pisać serio

Gdyż ponieważ, kiedy próbuję pisać serio, to wychodzą z tego jakieś smętne kawałki, odpowiednie do odegrania na pianinie w barze.

Nie bardzo lubię pisać serio, ponieważ - czego trudno byłoby się domyślić po moim zwyczajowym słowotoku - pięćdziesiąt procent moich genów tkwi w osobie niezwykle skrytej, która słowa pisanego boi się na podobnej zasadzie, co te różne ciekawe plemiona boją się zdjęć i luster. Przyznaję tej osobie wiele racji.

Nie bardzo lubię pisać serio, ponieważ druga połowa moich genów, a także rozliczne geny pożyczone, wyposażyły mnie w piękny gabinet luster i ciemnych zaułków Paryża, w których jej ciało oblazły karaluchy. Czyje to jest ciało, tego dokładnie nie wiem.

Nie bardzo lubię pisać serio, ponieważ... No, pomyśl, mózgu mój, zawsze pokładałam w tobie wielkie zaufanie. Na pewno coś wymyślisz.

Nie lubisz pisać serio, bo się boisz.

I po co ja pytałam.

Boisz się, Pino, boisz się zawsze, ale nie jesteś tchórzem. Na tym polega twój paradoks, och.

Och. Brawo, mózgu mój, ciągnijmy dalej w tym stylu, to zaraz wygramy toster i darmowy weekend w ekskluzywnym ośrodku przy ulicy Sobieskiego. I wszyscy będą szlochać w swe krewetki.

Bzdura. Nikt nie będzie szlochać, nikt nic nie zrozumie, wszyscy mają swoje problemy i kupa na froncie.

I na tym rzecz polega. Ech, kiedy próbuję - uważasz, próbuję pisać serio - to wychodzą z tego jakieś idiotyzmy. I tak powinno być. Reszta to kombinacje alpejskie.

W zasadzie to reszta powinna być milczeniem, jak poucza nas literatura światowa.

Ależ. Po to mamy literaturę światową, żeby wiedzieć, jak jeść rybę nożem, wchodzić w czapce do kościoła i takie tam różne.

O tak, i kiedyś zagramy na pianinie w barze. I wtedy, bądź pewna, że przynajmniej w jedną krewetkę spłynie samotna łza.

Do tej chwili się przygotowuję całe życie. A teraz idę sprawdzić, czy pranie się skończyło.

Miłość.

Nie miłość, tylko pranie, jak zwykle nie uważasz.

Sama nie uważasz, przecież słychać, że jeszcze się kręci. Dopóki pralka kręci się, zdumiona obrotem spraw. Swoją drogą, na pewno coś popieprzyłaś z kolorami i ci zafarbuje.

Ty mi wyrażasz miłość, która się nie skończy, w odróżnieniu od tego prania, och?

Och, nie bardzo umiem mówić serio, ale wyrażam, tak. Twierdzę, że jesteś osobą sensowną. Z dalszymi wyrazami się wstrzymam, bo przewróci ci się w głowie, a w tej głowie to ja siedzę, więc sama rozumiesz. Komfort przede wszystkim.

Mój własny mózg mnie kocha, jak to miło…

Dobrze już, dobrze. Uznajmy, że dobro zwyciężyło, Bruce Willis wyskoczył z płonącego budynku, na wietrze łopocze amerykańska flaga, a ulicą przeciąga Parada Miłości. Możemy przejść do napisów końcowych?

Napisy końcowe. Wystąpili: Pino MC, jej mózg, gościnnie: emocje. Tresura łosia: wujek Witek, helikopter: w ogniu, fruwająca ryba: na powietrzu, czytała: Krystyna Czubówna.

THE END

czwartek, 28 kwietnia 2011
Fin de siècle

Działo się to osiemdziesiąt lat temu, gdy pomysł, że będzie do­kładnie wiedzieć, kiedy umrze, wydawał się całkiem atrakcyjny. Po­nieważ - w tajemnicy, oczywiście - dobrze wiedziała, że będzie żyła wiecznie.

To było wtedy.

A to było teraz.

Wieczność okazała się trwać o wiele krócej niż kiedyś. 

(Terry Pratchett, Wyprawa Czarownic)

 

Pino MC, hej West Coast, czy masz już mnie dosyć

Czy stwierdzisz jak Magrat że będziesz myć włosy

Czy mam wreszcie spoważnieć i rzucić palenie

Zakończyć pieprzenie i przestać być leniem

Prasować koszule i chodzić do pracy

Uwierzyć że Polska że koks że antracyt

Bo trzeba się zmienić bo już nie te ręce

Bo ty jesteś już Olga a nie żadne Emce

Jeszcze to pamiętasz jeszcze sobie wierzysz

Więc przywołaj wspomnienie zakręćmy talerzyk

 

Popatrz człeku to łan zboża przeogromny

Wasze kurwy nie robią na nim wrażenia

Jebać system może tylko człowiek mało skromny

A tylko jedna rzecz jest realna do zrobienia

Ponieważ zboże się rusza

To pchać je trzeba bez wytchnienia

Czy to mrocznego gnostyka czy ateisty dusza

Wszystkich obowiązuje ta zasada istnienia

Czy to jasne jest dla wszystkich o czym mówię

Bo wyrazić też to mogę inną metaforą

Wyobraźcie sobie rzekę, masę wody, co się leje

A ta rzeka przegrodzona jest zaporą

Woda wlewa się przez wszystkie rowki

Człowiek biega i zasłania je płachtami

Przerwę czasem robiąc na łyk becherovki

Lecz ogólnie wciąż pracując nad rowkami

Teraz pytam czy różnicę jakąś robi

Czy się woda wleje w rowek ten czy w jakiś inny

Dla każdego jasne chyba

Że dla ryby to wsio ryba

Ryby w rowki wpływać wcale nie powinny

 

Powiedz mi gdzie i w jakiej ziemi

Leży to moje zagrzebane

Lat siedemnaście między swemi

Me nieporządne wychowanie

I czemu dziś jedyny sensei

Któremu wierzę bez zastrzeżeń

To jest to właśnie Pino Emce

Co żyło w całkiem innej erze

Przemija postać świata tego

Mózg mułem pokrył się obficie

Więc o przyszłości myśl kolego

Niech ci się wiedzie znakomicie

Ale nawet wtedy chyba

Kiedy stracisz stajla

Gdzieś głęboko w tobie ryba

Będzie pływać tajna.   

Karp żyje w mule. Świat się toczy dalej.

Nie wiadomo po co

I dlaczego

Nalej

 

wtorek, 26 kwietnia 2011
Mój ulubiony marny film

Nazywa się Wyspa piratów.

W ostatniej scenie Geena Davis mówi do załogi: "To złoto należy do was. Każdy otrzyma swoją część. Kto chce, może kupić domek na Bermudach i do końca życia popijać rumianek na werandzie. Możecie też robić to, co do tej pory, czyli pożeglować wokół Madagaskaru i złupić inne statki. No to co robimy?"

No właśnie. Co robimy?

niedziela, 24 kwietnia 2011
Święta Janino, ześlij nam pianino...

...i z piętra szóstego zrzuć na nasze ego. Tę oto piękną modlitwę powtarzam krakauerom.

Zmokłam jak bażant, dotarłam na Azory, wzięłam kąpiel, Hansi do mnie przyszła na bardzo obrażonych łapach i właśnie mości się i mruczy na moim kolanie. Uff. Co ja dziś przeżyłam, tego ludzkie słowo nie opisze.

Pochodzę z Krakowa, Poznania, Podlasia oraz Wileńszczyzny. Że jestem stuprocentowym warszawiakiem, to oczywista oczywistość, Watsonie. A w moim wianie topór jest i krew, a w mojej wannie śpi zarżnięty Marat, szkłem alkoholowym zarzucony zlew, i gdzieś wala się protokół tajnych narad.

Cóż za szczęście niezmierne i dopiero dziś uprzytomnione, że ponad pół wieku temu Krystyna postanowiła pojechać do Wrocławia. Że nie wybrała ziomka. Dzięki temu jestem teraz kundlem, szlachetnym zwierzęciem wieloowocowym. I wszędzie czuję się jak u siebie, a mój Kraków to piwo lane w Porcie, majestatyczny na Gołębiej IHUJ, znajomi południowcy, Empik w Rynku, ciąże urojone na Brackiej, zaczarowane dorożki na Grodzkiej, bulwary nad Wisłą - a nie jakieś śmieszne pretensje, fumy, koneksje i koligacje.

No, nie było tak źle na tym rodzinnym śniadanku, ale mój czujnik absurdu szybował pod sufitem. Z rozpaczy dystyngowanie urżnęłam się tokajem. Co ja tam, prosty warszawski plebs, będę się wypowiadać w dyskusjach, w których padają Lubomirski, Lanckorońska, stypendium w Rzymie, Ola Watowa, Jan Kott, Krzywicka, chuje muje dzikie węże.

Najwyraźniej moja ukochana babcia, która wymiata na mieście i na dzielni, też się poczuła w pewnej chwili nieco przyduszona, bo przynosząc z kuchni kolejny półmisek, postawiła go zamaszyście na stole i wypaliła: "No, jak to się mawiało u mnie na Białostoczczyźnie..." (i tutaj cos po białorusku, czego niestety nie umiem zacytować).

Pod Oszmianą,

Nad Wilejką...


 

sobota, 23 kwietnia 2011
Napiszę w noc bezsenną, wymyślę wielką armię

Rekonstrukcja z pamki. Trochę mało precyzyjna, ale cóż… Długie to było.

 

1.

 

Byłem wiernym Frankiem

Fryzjera Merowingów

Z powodów politycznych

Ratowaliśmy Rzym

 

Byłem najemnikiem

Katolickiego króla

Z powodów politycznych

Nakazał spalić Rzym

 

Byłem generałem

Zwycięzcy spod Marengo

Z powodów politycznych

Nakazał zdobyć Rzym

 

2.

 

Wieczne Miasto, boleśnie rzeczywiste,

Cyniczne i przebiegłe, w oparach lepszych win,

I nie masz tu zbawienia, i jest złudzeniem czyściec,

Stoimy pośród piekła, lecz między czym a czym?

 

3.

 

Na wieki wieków wojna, krew i męka,

Po przestworzach latający pancernik,

Z załogi, co niczego się nie lęka,

Budda śmieje się cichutko w cukierni.

Wcinając przy tym piętnastą szarlotkę,

Trzęsie podbródkiem i mruczy: „Oj, dzieci…

Lepiej byłoby wam powrócić kotkiem –

Dokąd niby ten pancernik zaleci?

Będzie kręcił się jak chomik, w kółeczko

Życie kręgiem cierpień jest, to niefajne.

Mogę dać wam ośmiokątne ciasteczko,

W moim klubie zatańczycie z Cobainem.”

 

3.

 

Chociaż kompas zgubiliśmy, Gautamo,

Wypchaj się, zdradziłeś żonę i dziecko,

Będzie teraz nas pouczał, o mamo!

My jesteśmy kawalerią powietrzną

My jesteśmy komandorią Zakonu,

Na śmiertelny bój ze śpiewem, Bażanty!

Raz już Północ pozbawiła nas domów,

Yankee Doodle gwiżdże w murach Atlanty…

Przetrwaliśmy, znów wyrosła bawełna,

Scarlett tańczy swinga z Rettem na balu,

Za pomyślność ciężki puchar dziś spełniam,

Stwórca ścieżki nam prostuje pomału.

 

4.

 

Na razie jeszcze śmiejesz się, Jankesie!

Chociaż krzyże ci płonące stawia Klan.

Poczekaj, niech no przyjdzie piękna jesień,

Z generałem Lee ruszymy znowu w tan.

Szare kurtki niech okryją nagie kości,

Pieprzyć śmierć, pod chorągiew wszak nas przyjmą!

Choć martwi, rżnąć będziemy bez litości,

I wygramy wreszcie wojnę secesyjną!

 

5.

 

Nie fabryki są życiem Ameryki,

Lecz my, słodkie, uśmiechnięte Południe.

Nasze żarcie, jazz, szpanerskie bryki,

Przerabiamy w piękne maje złe grudnie.

Wieczna radość, nie ma zmiłuj ani przestań,

Tu przed śledzikiem zawsze będzie Mardi Gras,

Jutro do nas On powróci, będzie fiesta,

Już sobota. Grób zamknięty. Praca trwa.

 

 

6.

 

Tu kończy się opowieść

Tu kończy mi się rym -

 

7.

 

Zostanę protestantem

Opuszczę wkrótce Rzym

 

Pierwsza wersja powstała 3-4 stycznia 2010. Obecna w Wielką Sobotę.

czwartek, 21 kwietnia 2011
sobota, 16 kwietnia 2011
Kogo mam zamordować?

 

Ludzie typu Sześć przeczuwają niebezpieczeństwa świata. Gdy są zdrowi, często są bardzo odważni, oddani i szczęśliwi. Lecz gdy są nie zdrowi, są często tchórzliwi i popadający w paranoję. Osoby z tym typem są szczególnie wyczulone na problemy życia i ostrożne w sprawach, które mogą pociągać za sobą jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Sposób reagowania na problemy jest u szóstek tak różny, że mogą być często brane za inne typy enneagramu. Różnica jednak polega na tym, że dla szóstek głównym motorem działania jest strach, obawa, lęk. Istnieją dwa odmienne rodzaje szóstek: fobiczna i antyfobiczna z dwoma odmiennymi reakcjami na strach. Kiedy fobiczna szóstka wyczuwa niebezpieczeństwo, chowa się w kącie aby przeczekać najgorsze. Może zachowywać się bardzo ostrożnie i niezdecydowanie lub nawet ulegle, po to aby uniknąć wszelkich ewentualnych problemów. Gdy antyfobiczna szóstka wyczuje niebezpieczeństwo, może swoim bezpośrednim zachowaniem z premedytacją sprowokować daną sytuację, tak aby uporać się z problemem zanim problem "upora" się z nią. Fobiczne szóstki wydają się czarujące, skromne i łagodne, podczas gdy antyfobiczne wydają się być twarde, wyzywające i kąśliwe. Niektóre szóstki są całkowicie fobiczne lub całkowicie antyfobiczne, ale najczęściej spotykane są takie, które są gdzieś pomiędzy tymi dwoma rodzajami, będąc bardziej jednym lub bardziej drugim rodzajem.

  • jest silnym i lojalnym sojusznikiem w sprawie "my kontra świat", zawsze ofiarowuje oparcie w swojej osobie
  • woli wywierać pozytywny wpływ na Ciebie (np. poprzez ciepło i serdeczność czy bycie w uległym związku) niż żeby na nią wpływano. Szóstka tłumi swoje potrzeby, żeby nie czuć się podatna na to samo co inni. Woli okazywać siłę poprzez pomaganie innym osiągać swoje cele i jest wtedy gotowa do dużych poświęceń ze swojej strony
  • kwestionuje twoje intencje, przekręca twoje pozytywne nastawienie, zastanawia się co tak naprawdę myślisz
  • ma umysł analityczny. jej uwaga skupia się na zadawaniu pytań i kwestionowaniu przeciwnych opinii
  • reaguje na własne słabości, szukając ochrony w jakimś autorytecie (lojalista), bądź też próbując taki autorytet sprowadzić na dół (buntownik) "U twoich stóp lub przy twoim gardle"
  • próbuje swych sił jako superbohater. Aby zrekompensować sobie wewnętrzne uczucie niepokoju, stara się udowodnić swoją wartość innym
  • zdolna pójść na całość wbrew wszelkim przeciwieństwom. będzie rywalizować nawet gdy ma małe szanse na zwycięstwo
  • bada każdy argument. wyczuwa nawet najsłabszy punkt w każdej opinii. "Tak, ale... rozważmy to z innego punktu widzenia"
***
Rozpierdoliło mi to system :D och, wreszcie wokół nie ma drobnych dzieci i nie muszę się posługiwać językiem wytwornym...
pozdrawiam, Pino superbohater Emce


niedziela, 10 kwietnia 2011
Po dzisiejszym dniu...

...powiedzieć mogę tyle:

 

 

11.04. Errata. Wybrałam coryllusa, ale to kwestia przypadku. Z bogatej literatury psychiatrycznej oddziału nr 24 można wszak czerpać bez końca.

Kiedy kapłan intonuje pieśń zaczynającą się od słów – Z dawna Polski tyś królową…ściany Katedry drżą, śpiewają wszyscy jak jeden człowiek. Potem jeszcze „Boże coś Polskę” i nikt z otaczających mnie ludzi nawet się nie zająknął przy ostatniej frazie, wszyscy wyśpiewaliśmy – ojczyznę wolną racz na wrócić Panie.

Cóż, zatem pełnej katedrze ludzi należy się plomba w zęby. Boże, odpuść mi ten brak chrześcijańskich uczuć. Oczywiście, nikt nikogo nie będzie bił i słusznie - po co dokarmiać tę groteskową parodię religii, po co produkować śmiesznych męczenników spod znaku "ratunku, Niemce mnie biją"... Choć jeśli kiedyś któryś z nich będzie miał pecha i napatoczy się na kogoś, kto pamięta, dlaczego DAWNIEJ tak właśnie się śpiewało, pozostanie rozłożyć ręce i westchnąć - so sorry...

Nagle ktoś krzyczy – precz z komuną! Podchwytujemy to wszyscy, cała Świętojańska wrzeszczy – precz z komuną! Wszystkiego mogłem się spodziewać w życiu tylko nie tego, że będę stał w tłumie na Świętojańskiej 10 kwietnia 2011 roku i krzyczał z całych sił – precz z komuną. Krzyczę jednak, bo dla mnie i dla wszystkich jest już od dawna jasne, że komuna żyje i ma się jak najlepiej. Precz więc z tą komuną! Precz!

Jak wyżej.

Wcześniej, przy wylocie Świętojańskiej ustawiło się jakiś czterech prowokatorów, wyraźnie pijani, z butelkami piwa w rękach. Przyszli popatrzeć na moherów, fanatyków. Jeden nie ma zęba z przodu, a mimo to cały czas się uśmiecha, po chwili okazuje się, że drugi też nie ma zęba z przodu. Zmówili się czy co? Pozostałych dwóch nie obnaża dziąseł, trudno więc stwierdzić co się kryje w ich ustach. Robią zdjęcia i coś pokrzykują, ten pierwszy przesuwa czapkę w tył głowy, tym ruchem tak charakterystycznym dla urlopowanych żołnierzy i szeregowych policjantów z głębokiej prowincji.

Ciuciu! Dlaciego nie ma ziomoli? Kujwa, co to za ziabawa, źnowu nikt nie chcie być ziomolem, buu... To kogo ja mam napiełdalać z moimi kolegami? O, ci ćterej panowie będą ziomolami, oni nie majo ziębów i som brzidcy, o!

***

Do zobaczenia przy urnach, rozentuzjazmowany tłumie.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10